Archiwum kategorii: Myślistwo

Paź 10 2017

Oj, działo się, działo…

W moim obwodzie rykowisko w tym roku było bardzo dziwne. A w zasadzie, jak twierdzą miejscowi myśliwi, wcale go nie było. Efekty polowań rykowiskowych mniej niż mizerne, jedynie na początku września sukces osiągnął Tomek. Ale w iTarnawa. Rykowisko 2017nnych, znanych mi obwodach moich kolegów, las trząsł się od ryku jeleni, a efekty podchodzenia byków były nadspodziewanie dobre. W okolicach Tarnawy padł kapitalny byk o masie poroża 8,5 kilo w stanie tuż po preparacji, ale teraz ma prawie kilogram mniej. I do tego selekt, nieregularny czternastak, jednostronnie koronny.
W Rzepedzi kol. Ryszard podszedł ryczącego byka i się nie pomylił. Bardzo ładny selekcik, trochę mniej okazały, niż byk z Tarnawy.
Byk z Gór Słonnych kol. Antka wygląda równie ciekawie jak byki kolegów. Niestrudzony w podchodzeniu, jeśli nie strzela, to fotografuje, jak tym razem, kiedy podszedł obustronnie koronnego, kapitalnego w tuszy byka w rejonie Rzepedzi. Aby tak blisko podejść byka, trzeba mieć Antkową kondycję, samozaparcie i znać teren, lepiej niż własną kieszeń, w której, jak mawiają, raz na jakiś czas natkniesz się na łapkę na myszy.
A ja poczekam, może wyjmą spod ochrony wilka, żubra i niedźwiedzia. Wtedy możemy mieć tyle zabawy, co Antek z bykami.   
Rzepedź. Kol. Ryszard i jego bykByk Kol Ryszarda po preparacjiHoluczków. Poroże byka Antka

Podchod Antka. Obustronnie koronnyRykowisko. Z podchoduJeleń byk bieszczadzki (karpacki) 

Paź 06 2017

Jesienne odnowienie buchtowiska

Ziemniaki pod przeoranieZniknęły z pól owoce rolniczego trudu, tak chętnie podkradane przez dziki i inną zwierzynę leśną w okresie jej wegetacji i dojrzewania. Tu i ówdzie rudzieją jeszcze łany kukurydzy, dojrzewające na pniu do zbioru na ziarno. I  chociaż głód jeszcze zwierzynie nie doskwiera, bo w lasach sporo jest dzikich sadów, owoców leśnych, pędraków i traw, którymi posilić się można, zawczasu przygotować trzeba miejsca, do których zwierzynę można zwabić, ocenić, policzyć, a przede wszystkim dać jej możliwość uzupełnienia jej naturalnego pożywienia. Takimi miejscami są karmiska, przygotowane jako dzicze buchtowiska, w których dziki wyszukują pod skibą przeoraną kukurydzę, bulwy ziemniaków, buraków i ziaren zbóż, czyli karmę soczystą i treściwą, potrzebną w czasie zimowego niedostatku. Na karmiskach zwierzyny się nie pozyskuje, a obserwuje, ocenia jej kondycję i liczebność. Są one zakładane w pobliżu utrwalonych ścieżek, po których przechodzi ona w inne obszary leśne, z dala od pól, w pobliżu ich ostoi i miejsc dziennego bytowania.
Pod ambonami zakłada się nęciska, różniące się od karmisk tym, że tam zwierzynę można pozyskiwać, po wcześniejszym wyselekcjonowaniu odpowiedniej sztuki, na którą ma się zezwolenie. Eliminuje się w ten sposób sztuki słabe, odpowiedniej płci i te, które nie gwarantują odpowiedniego sukcesu rozrodczego, czyli selekcyjne. Mało kto wie, że u saren występuje bardzo często ciąża mnoga, efektem czego są narodziny sarnich dwojaczków, a nawet trojaczków. Matka nie jest w stanie wyżywić tak mnogie potomstwo i zwykle najsilniejsze z rodzeństwa korzysta najczęściej z matczynego pokarmu, a pozostałe sporadycznie i w niewielkich ilościach. Jeżeli do grudnia, bo tak długo matka je dokarmia, nie osiągną one masy 12 kilogramów, będą cherlawe, słabe i najpewniej zimy nie przeżyją, stając się łupem drapieżników. Wiosną zaś, jeśli do niej dożyją staną się obiektem ataków strzykacza jeleniego, owada, który wykorzystując słabość koźlęcia wstrzykuje mu w czasie odpoczynku w okolice nozdrzy lepkie jaja, z których wylęgają się larwy, wędrujące do dróg oddechowych zwierzęcia i żerujące na jego błonach śluzowych, w zatokach nosowych, oskrzelach i tchawicy. Wywołuje to stały niepokój w postaci dziwnego zachowania się w czasie żerowania, prychania, podskoków i gwałtownych krótkich ucieczek. To nie są młodzieńcze zabawy saren, a objaw zarobaczenia larwami strzykacza. Energia z pokarmu rozchodowywana jest nie na wzrost i rozwój, a na nieskuteczne wydalenie larw, zapełniających drogi oddechowe. Rolą myśliwego jest wyeliminować takie słabe sztuki z łowiska poprzez ich odstrzelenie, a w przypadku trojaczków odpowiednio wczesne pozyskanie najsłabszej sztuki, a nawet dwóch. W przeciwnym wypadku cała trójka zimy nie przeżyje. Brzmi to może okrutnie, ale jest to jeden z łowieckich zabiegów hodowlanych, prowadzących do wzmocnienia danego gatunku. W swojej myśliwskiej trzydziestopięcioletniej praktyce z nozdrzy pozyskanych rogaczy, w czasie preparowania parostków usuwałem ponad sześćdziesiąt sztuk białych larw, niewiele mniejszych od pędraka chrabąszcza majowego. Wiedzą o tym myśliwi i dla nich nie jest to żadna ciekawostka. Ale wiedzieć o tym powinni również ci, którzy stając w obronie zwierzyny chętniej odstrzeliliby myśliwego, niż stojącą w obliczu śmierci sarnę.
Pierwsze skibyZiemniaki przeoraneNęcisko z okna ambony                 

 

         

Wrz 24 2017

Dzik Maćka

Odyniec MaćkaDo swojego obwodu Maciek ma dość daleko, bo prawie sto kilometrów. Ale jeździ tam od czasu do czasu, pomimo, że pogoda niezbyt często tego roku nastrajała do dwu-trzydniowych wypadów w łowisko. Tak było i tym razem. Na pełnię wrześniową oczekiwał z nadzieją, że „pogoda nie świnia, i się w końcu zmieni”. Ale pogoda pozostała świńską i się nie zmieniła. Padał od tygodnia deszcz, było zimno i dął mocny wiatr. Mimo tego pojechał. Na ambonie ma dość wygodne warunki bytowania, więc „zabawił” trzy dni jakby wiedział, że w końcu sukces przyjść musi. Odyniec przyszedł w nocy, ale poświata od oświetlonych księżycem chmur pozwoliła na precyzyjny strzał. Padł w ogniu, a na wadze miał 102 kilo. Gratuluję!!      

Mar 07 2017

Antek – opowieść druga

O Antku można napisać książkę. Jest nie do zajechania, a jak sobie coś postanowi, możecie być pewni, że będzie dążył do zrealizAntek nad Rzepedziąowania tego postanowienia w taki sposób, jak sobie zaplanował. Tak było i tym razem.
Na początku okresu polowań na byki, pod koniec sierpnia spotkał w łowisku byka, który dość dobry w tuszy poroże miał mocno zdeformowane. Lewa tyka krótka, skierowana była w dół, wyraźnie mogła w przyszłości zagrozić kondycji zwierzęcia. Postanowił, że zrobi wszystko, aby go pozyskać. Ile go to postanowienie kosztowało wyjazdów w dość odległe łowisko i godzin poświęconych na poszukiwanie i podchodzenie byka, bo miał go trzy razy na strzał, wie tylko on. Ale zawsze coś było nie tak. Nie chciał zepsuć strzału i nie strzelał, bo wiedział, że byk trzyma się w dolince Szarego Potoku i stamtąd wychodzi a to na Jamę, a to na Przybyszów, Nad Stację lub Rzepedź. W końcu musi się pomylić – wyrokował Antek, ale czas mijał, a byk mylić się nie chciał. Późną jesienią był blisko szczęścia. Byk w towarzystwie młodszego „kolegi” i Antek szli naprzeciw siebie, przegrodzeni długim grzbietem z opadającymi po obu jego stronach, stromymi łąkami. Towarzyszący Antkowi zięć, zacięty fotografik przyrody  zdążył uwiecznić dwa łby jelenie, które nagle pokazały się ponad grzbietem. Dzieliło ich dwadzieścia metrów, ale warunków do bezpiecznego strzału nie było.
Zima w tym sezonie szybko podmieniła barwną jesień i przysypała rzepedzkie szczyty grubym całunem białego puchu. Antek niestrudzenie brodził po pas w śniegu i śledził ruchy byków, o których wiedział po kilku miesiącach prawie wszystko. Rozszyfrował schemat poruszania się po okolicy i kiedy śniegi zaczęły odsłaniać zeschłe trawy zasadzał się nań w ściśle określonych miejscach. Długo to nie trwało. 13 lutego, a więc pod koniec sezonu polowań na byki szczęście i pech spotkały się w tym samym miejscu. Antek szedł w kierunku domniemanego wyjścia byka i nie pomylił się. Kiedy w dole zobaczył początek Potoku Szarego, a przy nim „swojego” byka, nie zawahał się i ręka mu nie drgnęła. Rozstawił trójnożny pastorał i przesłonięty grzbietem wzniesienNieoczekiwane spotkanieia przymierzył. Widział, jak kula poruszyła zeschłymi trawami i jak byk zwalił się w ogniu na zlodowaciały śnieg, który w dolinkach zalega twardą skorupą i leżeć tam będzie do późnej wiosny.
I tak skończyło się piękno polowania, a  zaczęła się ciężka robota przy przygotowaniu tuszy do transportu. Ale wpierw trzeba ją ściągnąć do drogi, którą mógłby dojechać samochód. I jak uporał się ze wszystkim, nad Dolinką Potoku Szarego zapadał gęstniejący mrok.

Byk, jak się okazało trzylatek, złamał lewą tykę przy możdżeniu we wczesnym okresie nakładania  poroża  i urwał jej znaczną część pozostawiając zwisający kilkunastocentymetrowy kikut, który wytarty odsłonił bolesną jego tajemnicę.

To było tutajZłom......i ostatni kęs

Trofeum "odbite"Poroże spreparowaneDolinka Potoku Szarego

Paź 31 2016

Hubertus w „Kuropatwie”

29 października uroczystym polowaniem „hubertowskim” rozpoczęto sezon polowań zbioMsza Hubertowska w leśnej kaplicy kołarowych w żołyńskiej „Kuropatwie”. Jako jeden z licznych, zaproszonych gości byłem na tym polowaniu, bo polowania w tym kole mają piękną, zgodną z tradycją oprawę, a koło od lat pieczołowicie dba o zachowanie tradycji nie zapominając o najdrobniejszych szczegółach oprawy. Św.  Hubert nie był dla mnie łaskawy, bo nie dał mi okazji do pretendowania do tytułu „króla polowania” lub „króla pudlarzy”. Inaczej mówiąc, strzału nie dałem, a nawet więcej – nie widziałem czarnego zwierza, celny strzał do którego gwarantował pretendowanie do zaszczytnego tytułu „Króla”. Ale nie żałuję, bo atmosfera była sympatyczna, polowanie bezpieczne, prowadzący znakomicie kierował grupą dwudziestu myśliwych, a do pokotu dołożyliśmy jednego dzika, a więc nie powróciliśmy na przysłowiowych „lufach”.
Losowane kartki stanowiskowe z pomysłową graficzną oprawą przygotowane były specjalnie na ten dzień przez podłowczego Jana i zostały przez jego uczestników zachowane na pamiątkę.
Po polowaniu, przed stanicą myśliwską ks. Robert – czł. koła poświęcił okazałą tablicę pamiątkową kończącą uroczystości związane z 70. rocznicą jego powstania. Poswiecenie tablicy pamiątkowej
A potem ułożono pokot, oddano ostatni hołd pozyskanej zwierzynie, wyróżniono medalami „Króla polowania” i „Króla pudlarzy” i posadzono ich na przygotowanych zwyżkach tronowych.
Biesiada myśliwska była jednocześnie uroczystym zakończeniem Jubileuszowego Roku 70-lecia koła i przed jej rozpoczęciem prezes koła wręczył dwa wyróżnienia kolegom z innych kół, którzy przyczynili się swoimi działaniami do wzbogacenia Jubileuszu Koła.
Biesiadowano później w Stanicy, przy suto zastawionych stołach, z zaproszonymi gośćmi i rodzinami myśliwych w koleżeńskiej, miłej atmosferze.
Darz Bór!!
Na zbiórce - losowanie kartek stanowiskowychNa jednym z ośmiu stanowiskPokot
Król polowaniaKról-pudlarzyKról polowania na tronie

Wrz 21 2016

Rykowisko w pełni

Jeden z moiAntek i jego trofeumch najlepszych kolegów, Antek Oryszczak z sanockiego „ŻUBRA” nie próżnuje. Na tegorocznym rykowisku pozyskał  pięknego byka w wieku około 8 lat, dwunastaka nieregularnego o masie poroża około 9 kilogramów. Wracał z porannego podchodu na „swoją” ambonę i nieoczekiwanie natknął się w bezpośrednim jej sąsiedztwie na byka, który towarzyszył łani z cielakiem. Wymarzona sytuacja: selekt z widlicą, z jednej stronyBędzie medal? dwunastak, z drugiej dziesiątak. I poroże o masie i wymiarach, jakiego dotychczas nie spotkał w swoim łowisku. Nie spudłował, bo strzelec z niego wyśmienity.
Należał się ten byk Antkowi jak mało komu. To nagroda za pracę, jaką wkłada w łowisko, w którym sam uprawia prawie trzy hektarowe poletko, opiekuje się czterema ambonami i kilkoma zwyżkami, konserwuje je, naprawia i utrzymuje w nienagannym stanie. Nie znam bardziej zaangażowanego w działaniach na rzecz łowiectwa myśliwego, pełnego energii i humoru.
Gratuluję sukcesu i życzę w następnym roku równie pięknego, bo o lepszego będzie z pewnością trudno.

Sty 11 2016

Ostatnia „zbiorówka” sezonu 2015/2016

Będąc „na dobroHubertowska Kaplica ufundowana przez kołowolnej zsyłce” w Rakszawie, uczestniczyłem w polowaniu zbiorowym w żołyńskiej „Kuropatwie”, które zamknęło sezon polowań zbiorowych w bieżącym roku gospodarczym. Polowanie miało uroczystą oprawę. Zaczęło się zbiórką przy Hubertowskiej Kaplicy, ufundowanej przez koło, powitaniem kniei i odegraniem typowych dla tego typu wydarzeń sygnałów myśliwskich. A potem to już tylko łowy. Pogoda nie sprzyjała tego dnia myśliwym. Padał deszcz, momentami rzęsisty i naganka przemokła szybko przedzierając się przez liczne liściaste zagajniki i sosnowe młodniki. Pierwszy miot dał dwa dziki, warchlaka i wycinka, z dość dobrym orężem. Dwa następne puste mioty, ociekające wodą ubrania naganki zachęciły prowadzącego polowanie do jego skrócenia. Pokot ułożono na terenie siedziby koła, po czym zaproszono uczestników polowania do przestronnego wnętrza myśliwskiej stanicy, gdzie do wieczora ucztowano przy ogniu myśliwskiej watry.
Dziękuję zatem łowczemu i prezesowi „Kuropatwy” za dwukrotne umożliwienie polowania w Waszych pięknych  obwodach, życzę wszelkich sukcesów hodowlanych i pomyślnego wykonania zadań bieżącego roku gospodarczego.
Darz Bór!
Powitanie knieiWarchlak w skrzynce transportowej podwodyPokot przed siedzibą kołaNiezły oręż wycinkaBiesiada przy kominkowym ogniskuJeden z wielu pomysłowe żyrandoli wnętrza stanicy
Tron pudlarza - tym razem nie obsadzonyPachnąca świeżością siedzina loła

Paź 20 2015

Co z niego wyrośnie?

Słowacki kopovTakie pytanie zadają zwykle rodzice swoich pociech w luźnych rozmowach o dzieciach. Tutaj nie ma wątpliwości. To ARIS, słowacki gończy (kopov) z „papierami”, czyli rodowodową metryką urodzenia. Nabył go parę tygodni temu mój syn, dla którego polowanie z psem na dziki jest czymś najpiękniejszym w łowiectwie. Piesek ma trzy miesiące i chowa się zdrowo. A jak potoczą się jego losy i czy stanie się postrachem czarnego zwierza, okaże się najwcześniej w przyszłym sezonie łowieckim, bo edukacja takiego psiaka jest dość długa. Trzeba przy tym wykazać sporo cierpliwości, konsekwencji, a przede wszystkim umiejętności w szkoleniu, aby mieć niezawodnego pomocnika i towarzysza łowów. Życzmy mu, aby wyrósł na dzielnego, mądrego psa i aby oszczędziły go dzicze szable w leśnych ostępach podczas gonitwy za czarnym zwierzem.
W bukowym lesieChwila dla reportera...Co by tu jeszcze spsocić?

Paź 07 2015

Turystycznie i łowiecko

Wysypisko, jedna z dziesiątków tysięcy "ozdób" naszych lasów Podobnie jak w latach ubiegłych, początkiem jesieni wybrałem się daleko „w Polskę”, w odwiedziny do moich kolegów na Mazowszu, gdzie rozpoczynałem swoją przygodę z łowiectwem. W tym roku towarzyszył mi syn, który również spędził tam kilkanaście pierwszych lat swojego życia i ciekaw był zmian, jakie zaszły w czasie jego dwudziestopięcioletniej nieobecności. A że również poluje, więc wyprawa dla nas obydwu była ciekawsza, bo zawierała pewien element rywalizacji. Młody myśliwy miał więcej szczęścia w czasie wieczornych zasiadek przy kukurydzy i pozyskał warchlaka, w sam raz  „na ogniskowy patyk”.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej, w innym kole więcej szczęścia miałem ja. Tuż po pełni, w czasie pięknej, księżycowej nocy dalekim strzałem pozyskałem prawie stu kilowego wycinka (przed patroszeniem), którego trasę nocnych spacerów udało się bezbłędnie rozszyfrować.
Grzybów tym razem było „jak na lekarstwo”, więc integrowaliśmy się z miejscowymi w sprawdzony, znany tylko sobie sposób.
Oprócz wielu pozytywnych doznań mam też spostrzeżenia dość przykre. Przede wszystkim pogłębia się społeczne rozprężenie i brak odpowiedzialności miejscowej ludności za higieniczny stan naszych lasów. To co widziałem, można nazwać ekologiczną katastrofą. Zwały śmieci i odpadów, od azbestu i domowej elektroniki po styropian, opony, plastikowe butelki, części samochodowe i diabli wiedzą co jeszcze, wala się w państwowych lasach w ilościach zastraszających. Nie wierzę, że sprawcy są nie wykrywalni. Tylko trzeba się za to wziąć. Muszą to robić leśnicy i policja, przy naszym, jako myśliwych wsparciu.
Innym, przygnębiającym spostrzeżeniem jest rojowy nastrój w wielu kołach, spowodowany gnuśnością naszego Sejmu w doprowadzaniu do końca prac nad nowelizacją prawa łowieckiego. Sejm nie zdążył w nałożonym przez Trybunał Konstytucyjny czasie wprowadzić zmiany do zakwestionowanych przepisów i, w opinii wielu z nas, od nowego roku możemy pożegnać się z polowaniem. Po staremu już nie będzie można, a po nowemu jeszcze nie. Stan ten powoduje, że w kołach tworzą się grupy i grupki różnorakich interesów, dyscyplina organizacyjna spadła odczuwalnie, a chęć do pracy nad wzbogacaniem łowisk zanikła prawie zupełnie. Są, co prawda, chlubne wyjątki od tej zasady, ale jest ich niewiele. Za początek regresu uznać chyba należy wyparcie się przez byłego prezydenta swoich pasji łowieckich,  a potem orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i niemoc posłów  – myśliwych w dążeniu do naprawienia wadliwego prawa. Czy warto było zatem głosować na myśliwych, kandydatów do Sejmu kończącej się kadencji, do czego nawoływały nasze władze łowieckie? NIE WATRO BYŁO!! – jak głoszą słowa znanej piosenki. Teraz jakoś się nie słyszy, aby agitowano za oddawaniem głosu na myśliwych w zbliżających się wyborach. Bo – jak się okazuje – nie mają oni nic do powiedzenia w kwestii takiego łowiectwa, jakiego byśmy sobie życzyli. Obowiązuje ich partyjna dyscyplina głosowania, rozstrzygająca zazwyczaj inaczej, niż podpowiada im zdrowy rozsądek. I dopóki w kampanii wyborczej nie usłyszycie deklaracji, że po wyborze na posła „będę dążył do powołania Klubu Poselskiego myśliwych, którego członkami będą posłowie różnych opcji politycznych”, NIE GŁOSUJCIE na nich, bo później i tak wyprą się swoich poglądów na łowiectwo, a jedyny z nim związek będą mieli poprzez dania z dziczyzny z sejmowego koryta.
I to spostrzeżenie jest, co prawda, nie zamierzonym, ale bardzo konkretnym efektem wycieczki do źródeł mojego łowiectwa.
Moja dzicza ambonka... i wycinek z tejże ambonki Przenosiny zwyżki na rżysko kukurydzianeChlubny wyjątek. Zespołowy efekt budowy zwyżek do polowań "szwedzkich"Ambona "W dołku" na Podborzu - 30 letnia staruszkaWarchlak - w sam raz na patyk

Mar 02 2015

Ostatnie dokarmianie

Karmisko na Dudy PoluDzisiejszy dzień poświęciłem na dokarmianie zwierzyny w dwóch sektorach: na Dudy Polu i w Rynku. W zasadzie brak śniegu i odsłonięte ostrężyny stwarzają komfort zwierzynie płowej w dostępie do żeru soczystego. Biedy nie ma. Jest sporo tropów jeleni i wszędzie tam, gdzie są spotykane towarzyszą im wilki. To nie jest ozdoba bieszczadzkiej kniei. To jest plaga!! Najwyższy czas zacząć planowe pozyskanie z pożytkiem dla kopytnych i rolników, którym wilki wyrządzają dotkliwe szkody. Płacimy za to wszyscy, ale hodowców owiec i bydła to nie urządza. Nas też. Już nawet psy we wsiach nie szczekają tak często, jak wtedy, kiedy wilków było mniej, bo teraz jest ich mniej niż wilków. Poszły na wilczą przystawkę przed daniem głównym. Drugą plagą, generującą  wymierne szkody naszemu kołu są żubry. Dla jasności, nie mamy nic przeciwko ich bytowaniu w naszych łowiskach. Ale „dzięki” nim wszystko to, co jest wykładane na Horodku, Dudy Polu, Rynku, Studennem i na innych karmiskach dla dzików i zwierzyny płowej jest błyskawicznie zżerane przez króla naszych puszcz. Ale tych królów w Bieszczadach mamy już ponad dwieścieJedyne "dobrodziejstwo" - nawóz!. A w naszym obwodzie jest ich kilkanaście. Oceniam, że 80% karmy treściwej i soczystej, jaką wykładamy na karmiskach zaspokaja  potrzeby tych olbrzymich ssaków. I jakoś nie możemy dobić się tego, aby otrzymywać rzeczowe, lub finansowe wsparcie na zakup odpowiedniej karmy dla żubrów. Poletko na Rynku, na którym był owies z wsiewką rzepy jest zdeptane przez żubry do tego stopnia, że wygląda jak przejściu brony talerzowej. Jedyny pożytek to chyba ten, że jest częściowo uszlachetnione obornikiem, bo łajniaków jest tam tyle samo, co bulw rzepy.
Było to chyba ostatnie dokarmianie w tym, kończącym się roku gospodarczym, bo prognoza długoterminowa nie straszy nas zimą, chociaż w kalendarzu mamy jej jeszcze trzy tygodnie. A więc – aby do wiosny!!
Karmisko w RajskiemKukurydza na karmisku w RynkuSprawiedliwy podział: żubrom rzepa, myśliwym g...

Starsze posty «