Archiwum kategorii: Aktualności

Lut 22 2019

Poradnik prawny. Luty 2019

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom dot. zamknięcia obecnej edycji „Poradnika…” i rozpoczęcia zamieszczania znowelizowanych, kolejnych wydań II tomu informuję Kolegów, korzystających z tej wersji porad prawnych, że drugi tom pojawiać się będzie od chwili obowiązywania nowego Statutu PZŁ, który wejdzie w życie po jego podpisaniu przez Ministra OŚZNiL. Prawdopodobnie kwietniowa nowelizacja zamieszczona będzie jeszcze w dotychczasowej formie.  Zarówno pierwszy, jak i drugi tom dostępne będą na mojej stronie internetowej.
Aby skorzystać z porad prawnych, wystarczy kliknąć w poniższy link. 
poradnik-ii-2019

Lut 13 2019

Cóż Ci po nożu, jeśli…? Rzecz o ostrzałce

Ostrzałka, wyrób własnyNóż jest niezbędnym pomocnikiem myśliwego w łowisku pod warunkiem, że jest ostry. To warunek podstawowy, ale nie jedyny. Powinien „trzymać” ostrość, czyli mieć odpowiednią twardość i odporność na ścieranie (tępienie się). Te parametry ma specjalna stal narzędziowa, której rodzaje tworzą liczną grupę, od używanych do produkcji pił, pilników, łożysk tocznych, resorów, sprężyn, wierteł, noży tokarskich, przecinaków i wielu innych wyrobów, wymagających twardej i trudno ścieralnej stali.
Z trzech skal, pozwalających na pomiar twardości różnorakich materiałów, dla stali najczęściej używana jest skala HRC (Rockwella), za pomocą której określa się twardość zahartowanych kling noży myśliwskich (i nie tylko). Dwie pozostałe skale: Vickersa (HV) i Brinella (HB) używane są najczęściej do określania twardości innego rodzaju materiałów. Twardość dobrych noży zaczyna się w tej skali od 56 stopni, a noże bardzo dobre, wymagające spełnienia trudnych do uzyskania przez amatora warunków hartowania, mają twardość około 63-65 stopni HRC. Pamiętać trzeba, że czym twardsza klinga, to trzymanie ostrości krawędzi tnącej (tzw. popularnie „jadu”) jest lepsze, ale uzyskanie jej jest bardzo trudne. Jednym z warunków uzyskania dobrej ostrości i pewności, że przy patroszeniu grubej tuszy nie będziemy musieli klnąc parę razy korzystać z ostrzałki, jest właściwe ostrzenie klingi noża. Nie uzyska się tego poprzez pocieranie powierzchni bocznej o znaleziony w pobliżu kamień, bo po kilku takich działaniach nóż będzie się nadawał do wyrzucania, albo do warsztatowej naprawy ostrza. Lepiej jest mieć w kieszeni prostą, ale pomocną ostrzałkę „Victorinox”, mającą ustawione na stałe syntetyczne elementy ścierne, zapewniające utrzymanie właściwego kąta ostrzenia krawędzi tnącej, mieszczącego się dla noży myśliwskich w przedziale 16 – 20 stopni. Dobrze naostrzonym dobrym nożem można bez problemu wypatroszyć kilka grubych dzików, a w przypadku braku takowych „bajerować” gawiedź, demonstrując cięcie papieru bez żadnego nacisku. Otóż taki efekt (sprawdziłem) można uzyskać klingą po dość dokładnym oszlifowaniu,  przygotowaną do hartowania i po szybkim ostrzeniu na ostrzałce, którą sam wykonałem według pomysłów „nożowników”, prezentowanych w filmikach instrukNajnowszy, do prac ciężkichtażowych zamieszczanych w internecie. Dlatego nie będę opisywał idei wykonania takiej ostrzałki (bo to dość proste, patrz zdjęcie), a wspomnę jedynie, że regulowany kąt ustawienia wodzika ściernicy realizuje się poprzez śrubę motylkową na pręcie gwintowanym (fi = 8mm), a ustala się go przy pomocy odpowiedniej funkcji telefonu komórkowego. Obrotowa, ustawna ściernica, mająca cztery papiery ścierne o różnej gradacji (od 160 do 1200) pozwoli na zgrubne oszlifowanie ostrza pod zadanym kątem i doprowadzenie go do ideału poprzez polerowanie. Pamiętać trzeba, że po wykonanym w lesie patroszeniu nóż trzeba umyć i zakonserwować, ponieważ stale węglowe mają skłonność do dość szybkiego rdzewienia. Czerwonym od rdzy nożem można, co najwyżej, podrapać się po brodzie, nie czyniąc jej żadnej szkody. Sobie również.                      

Gru 15 2018

Coś na rozgrzewkę…

Doniczkowy podgrzewacz powietrzaTym razem nie będzie to przepis na rozgrzewającą piersiówkę z papryczkami chili, lecz podgrzewacz powietrza, który może się przydać w mroźne wieczory na ambonowych zasiadkach. Pomysł nie jest mój, lecz moje wykonanie po wprowadzeniu pewnych drobnych zmian, usprawniających – moim zdaniem – działanie tego pożytecznego gadżetu.
Składa się z dwóch ceramicznych (glinianych) doniczek, z których mniejsza musi swobodnie mieścić się wewnątrz większej. W otwory w dnach wkładamy odpowiednio długą śrubę (ok. 8cm) i łączymy obydwie doniczki w ten sposób, aby nie stykały się ze sobą ściankami i częścią denną. Wówczas doniczka wewnętrzna unosiła się będzie  nad blatem podłogi, lub innej powierzchni, na której postawimy podgrzewacz, przykrywając centralnie zapalone biwakowe podgrzewacze potraw. U dołu większej (zewnętrznej) donicy wycinamy szlifierką kątową z odpowiednią tarczą trójkątne (bo to najprościej) otwory, przez które powietrze podsycać będzie palenisko i owiewać będzie przestrzeń pomiędzy dwiema doniczkami. Mocno podgrzane ściankami obydwu donic wydostawać się będzie przez otwory (8mm) wywiercone w zewnętrznej donicy podgrzewacza w jej górnej części i roznosić ciepełko po wnętrzu ambony. Temperatura podniesie się o kilka stopni nawet przy kilkunastostopniowych mrozach, co pozwoli przetrwać na ambonie znacznie dłużej i w zdecydowanie lepszych warunkach niż w namiocie  Denisa Urubki na himalajskiej skalnej półce w czasie zimowego ataku na K2!
A więc majsterkowicze! Jeśli nie chcecie zmarznąć, a lubicie długie, ambonowe zasiadki – nie leńcie się! Bo z zimą nigdy nic nie wiadomo! Sami przecież dobrze wiecie, że po Waszym zejściu z ambony, zwykle coś się pod nią zaczyna dziać!
DARZ BÓR!

 

 

 

 

Lis 03 2018

Nalewki – sztuka dla cierpliwych

Do doprawienia. Rocznik 2018Poza umiejętnością wytwarzania kiełbasy z dzika, każdy myśliwy powinien posiąść umiejętność otrzymywania nalewek, które z dziczyzną kojarzą się lepiej, niż „rzucające o glebę” czyściochy, czy inne paciarygi. To nie jest, jak się wielu kolegom wydaje trudna sztuka, trzeba jedynie mieć trochę cierpliwości, ponieważ proces ich wytwarzania jest dość długi. Trwa niekiedy kilka miesięcy, a przy gwałtownej napaści pragnienia możemy nie doczekać uformowania się pełnego bukietu smaku i zapachu nalewki np. z derenia, której wartość możemy poznać po minimum półrocznym okresie dojrzewania. Dereń, to bodaj najlepszy owoc na nalewki, ponieważ jako domieszkę lubi syrop klonu kanadyjskiego, syrop cukrowy lub miód (do nalewek deserowych), a do dereniówki wytrawnej warto wrzucić do każdej butelki małą papryczkę chili, ograniczając dodatki słodkie . Warto na początek kupić dobrą „WIELKĄ KSIĘGĘ NALEWEK”, a potem eksperymentować samemu, bo jak się okazuje, nalewki można otrzymywać ze wszystkiego. Kilka lat temu, w konkursie „Braci Łowieckiej” zwyciężyła moja nalewka „POKRZYWÓWKA”, trudna, co prawda w dojrzewaniu, ale skutecznie wyparzająca pyszczydła i na Walnych zdecydowanie mniej jest spięć i kontrowersji, a zebrania krótsze. Radzę wypróbować wg własnej receptury. Poniżej zestaw kilku  przepisów na nalewki, które sprawdziły się w poprzednich latach i, jak się wydaje, w tym roku będzie tak samo. Po prostu spotka ich ten sam los, co poprzednie, czyli nie doczekają 2020 roku. A szkoda, bo czym dłużej stoją, tym lepsze!!
Smacznego!

Nalewki 

     

Paź 30 2018

Konserwacyjna trzebież zakrzaczeń

Przyroda nie Trzebież zakrzaczeńznosi pustki. Po wykonanym  wiosną ub. roku cięciu zakrzaczeń liściastych wokół ambony w sektorze „7” nie pozostało śladu. GWidoczność z ambony znakomitałówne kierunki celowania zostały przesłonięte nowymi pędami leszczyny, tarniny, czeremchy i innych leśnych „chwastów tak”, że widoczność z okienek ambony została mocno ograniczona. Trzeba było przed zimą ponowić cięcia tych „krzaczorów”, aby znów widoczność celu była należyta, a możliwość rykoszetowania pocisków, zagrażających bezpieczeństwu innych użytkowników lasu sprowadzona do zera.
Praca to ciężka, jak większość prac leśnych. Wykonaliśmy ją z Edkiem Wronowskim, zaopatrzonym w piłę motorową, bez której praca ta byłaby jeszcze trudniejsza.  

   

Paź 13 2018

Dobry humor Pana Boga

Widok z Gór Słonnych Mój kolega Leszek zwykł mawiać, że Bieszczady tworzył Pan Bóg w dniu, kiedy miał bardzo dobry humor. Od lat podziwiam to dzieło tworzenia o niespotykanym gdzie indziej pięknie i zastanawiam się, jaka była pogoda wówczas i jakaż to była pora roku. Wychodzi na to, że była to jesień w połowie października, A rok? Rok jest mało ważny, bo w Bieszczadach o tej porze wybuchają rok w rok balony z farbami i niczym fajerwerki niebo, tak i one pokrywają wszystko, co było zielone, tworząc barwny kobierzec traw i liści. Pięknu tego dzieła  oprzeć się nie sposób. A kto twierdzi, że nie robi to na nim specjalnego wrażenia powinien leczyć daltonizm, jeśli jest to wada, którą leczyć się udaje.
W taki właśnie dzień, podobny do dnia tworzenia wybrałem się na wycieczkę w okolice Arłamowa, będącego kiedyś łowieckim księstwem płk. Doskoczyńskiego. Pełno tu ambon, lizawek i innych urządzeń łowieckich, dobrze świadczących o gospodarzach tego obwodu. Lasy pełne gPokonany przez wilkirzybów, głównie borowików i rydzów. W lasach cisza po rykowisku, na którym zdarzały się ostre walki konkurentów o względy potulnych łań. Zdarzają się również zrogowane byki, które nie mają szans na przeżycie, bo liczne bieszczadzkie drapieżniki też przecież pożywić się muszą. 
I tutaj Panu Bogu coś się albo nie udało, albo „wilcy się zbuntowały” i przestały żreć zwiędłą o tej porze roku trawę, bo – jak twierdzą Świadkowie Jehowy – kiedyś tak właśnie było. 
Pogodna, ciepła jesień to najlepszy czas na przyjazd w Bieszczady. Bo lato, też przecież urokliwe tutaj jest dla wielu z nas zbyt męczące, upalne, gwarne i hałaśliwe. A jesień – to czas kontemplacji tego, co z pewnością Panu Bogu się – w odniesieniu do Bieszczad – udało!!                                                                                              
Widok na wysokie partie BieszczadBieszczadzkie borowiki Ambonka kolo Grąziowej                

Wrz 10 2018

TEST na osteoporozę

Jednym z wielu sposSzerszenie "testowe"obów sprawdzenia stanu swojego układu kostnego jest test, który jest stuprocentowo pewny. Wykonuje się go przy pomocy ambony z nie zawsze lubianymi przez nas lokatorami.
Znalezienie ambony z „banią” (czyt. gniazdem) szerszeni nie powinno sprawić kolegom kłopotu, ponieważ jest to okres szczególnie intensywnego ich rozwoju. A że wybierają myśliwskie ambony w rejonach ich licznego występowania, to rzadko która pozbawiona jest żądlącego, trudnego we współżyciu współlokatora, nie tolerującego w żaden sposób obecności innych użytkowników ambony.
               TEST polega na tym, że udając ślepego wdrapujemy się na ambonę czym doprowadzamy do wściekłości szerszenie, masowo atakujące nas zewsząd. Właściwą naszą reakcją jest spontaniczna ucieczka, koniecznie przy założeniu, że się zapomniało, gdzie się znajdujemy. Wystarczy jeden krok poza drabinę i test kończy się szybko, cztery metry niżej, przy czym dźwięk (sygnał) jego zakończenia jest podobny do upadku worka kartofli z odpowiednio dużej wysokości.
Jeśli po odzyskaniu świadomości wstaniecie o własnych siłach i dojdziecie do odległego o dwa kilometry domu nie wzywając „erki” przez komórkę, toście chłopy na schwał i osteoporozy nie macie!!
Test jest niezawodny, ponieważ zupełnie dobrowolnie poddałem się niemu 9 września około południa.
Żyję i poruszam się o własnych siłach i nawet do głowy mi nie przychodzi, by potwierdzić osiągnięty wynik jakąś inną metodą.
Polecam wszystkim odważnym, bowiem jedyna rzecz bolesna, która może się Wam przytrafić to możliwy przypadek, gdy szerszeń użądli Was w twarz, a konkretnie w okolice oka. Jeśli nie pojawi się opuchlizna, to macie zaliczony drugi test na uczulenie na szerszeniowy jad. Jak widać, korzyść jest podwójna, a koszty praktyczne żadne. Można na tym również zarobić, sprzedając pomysł Ministerstwu Zdrowia Publicznego.
Chyba, że wynik będzie pozytywny. 
A jeżeli zdecydujecie się poddać testowi podczas polowania, nie zapomnijcie o rozładowaniu brońi!!!

 

   

Wrz 10 2018

MIREK – artysta i myśliwy

MIREK - okladka książkiPięć lat temu Agencja Wydawnicza AGAR uczciła 90-lecie PZŁ wydaniem książki o Mirosławie Pokorze, znakomitym rysowniku i ilustratorze wielu książek i wydawnictw, w  niewielkim nakładzie 1000 egzemplarzy, której próżno dziś szukać w księgarniach. Jej pomysłodawcą był Andrzej Arcimowicz, jego przyjaciel „od zawsze”, współpracownik i towarzysz wspólnych wypraw na polowania lub na ryby. Zaproponował on kilku przyjaciołom napisanie wspomnień o Mirosławie, którzy również z Nim pracowali, polowali lub w inny sposób miło spędzali czas. Tak powstał zbiór pięciu wspomnień uzupełniony notką biograficzną, dającą garść wiedzy o ponad czterdziestoletnim ilustratorze „Łowca Polskiego”. Czyta się ją wspaniale, ponieważ jest to lekka, anegdotyczna w treści opowieść o myśliwym, dla którego dewizą było powiedzenie:„robota nie zając, nie ucieknie, a do lasu trzeba przecież pojechać”. Książka jest bogato ilustrowana dowcipnymi rysunkami bohatera wspomnień i zdjęciami, najczęściej dobranymi do ich treści. Był niezwykle płodnym artystą, który wypracował swój rozpoznawalny styl, po którym można bez najmniejszego trudu rozpoznać autora, w zasadzie niemożliwy do naśladowania.
Jak twierdzi Andrzej Arcimowicz, pewna część nakładu powinna znajdować się jeszcze w redJedna z woelu ilustracji książki "MIREK"akcji „Braci Łowieckiej”, a możliwe jest również, że jej niewielka część jest także w Wydawnictwie AGAR.
Myślę, że powinien mieć ją każdy kolekcjoner literatury łowieckiej. To doskonała lektura na wyprawy łowieckie, ponieważ warto do niej powracać, aby uprzyjemnić sobie chwile na ambonie, myśliwskiej kwaterze lub przy lampce wina przy kominku w chłodne zimowe wieczory.
Zainteresowanym podaję adres Agencji Wydawniczej AGAR: wydawnictwo.agar@gmail.com
Znalezienie kontaktu z Redakcją „BŁ” nie sprawi Kolegom, jak myślę, żadnego kłopotu.
Życzę miłej lektury!

 

 

     

Lip 29 2018

O zimie myśl teraz…

ŻniwaMamy okres bogactwa żeru pędowego w lasach, na śródleśnych łąkach  i poletkach łowieckich. Za dwa miesiące zacznie się okres zamierania wegetacji, drzewa pożółkną, zioła zwiędną i rozpocznie się okres wykorzystywania nagromadzonych przez zwierzynę zapasów tłuszczu przez długi okres zimy, aż do ruszenia wegetacji na wiosnę przyszłego roku.
Aby ulżyć zwierzynie w najbardziej trudnym dla niej zimowym okresie trzeba gromadzić zapasy odpowiedniej karmy i podawać ją wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuje. Mając kawałek „ojcowizny” zasiałem kilka arów owsa na dobrze sprawionym zagonie, co pokazywałem we wcześniejszym , ilustrowanym zdjęciami wpisie.
Teraz nadszedł czas żniw. Owies obrodził znakomicie. Nie jest w pełni gotowy do kombajnowania, ale ja przygotuję zeń snopówkę i będę w odpowiednich momentach podawał ją zwierzynie, bo ziarno i owsiana słoma są doskonałą karmą w okresie zimy dla saren, jeleni, dzików i… żubrów, których w obwodzie nam nie brakuje. Aby zebrać owies, musiałem odtworzyć wiekową metodę zbioru za pomocą kosy, przesuszania na pokosach i ręcznego wiązania w snopy za pomącą skręcanych na polu powróseł. Snopy ustawia się w „dziesiątki” do pełnego przeschnięcia słomy, a potem układa w stóg, zabezpieczony przed kaprysami pogody i stopniowo wywozi do paśników i na karmiska. 
Część działki pozostawię „na pniu” dla ptactwa i zwierzyny płowej, chociaż poletko z owsem jest daleko od mojego obwodu łowieckiego.       

 

Maj 16 2018

Wiosna…

WiosnaWiosna z mojego miejskiego balkonu wygląda tak samo zachwycająco jak na wsi. Ale radość na widok tej potężnej siły przyrody miesza się we mnie ze smutkiem. Bo to już siedemdziesiąty czwarty raz… Ostatnią zimę straciłem zupełnie. Jakieś dziwne stany grypowe, prawie jeden po drugim przykuły mnie do łoża na miesiąc z okładem i teraz, kiedy mamy nowy sezon, nabieram sił, bom zdechły jakiś, jak ryba pod lodem podczas przyduchy. Robiłem co mogłem, aby być blisko ‚tematu”, więc wymyśliłem korespondencyjne zawody w ROBIENIU NOŻA, do której to konkurencji pozwałem syna Roberta, od którego zaraziłem się pasją „nożoroba”. Maciek dwoma nożami zajął przedostatnie miejsce, a ja uplasowałem się na zaszczytnym drugim. Jego noże patroszą teraz rogacze na Mazowszu, a mój poczeka do rui, jeśli Koledzy w kole nie pospieszą się z wykonaniem planu.
W międzyczasie przystrzelałem broń na strzelnicy w Borze k/Rzeszowa. Trafiliśmy na pogodny, ciepły dzień i będąc na strzelnicy prawie sami, mogliśmy poświęcić naszej broni dowolną ilość czasu. Są bowiem dni, kiedy strzelnicę oblega setka myśliwych kilku kół i wszelkie czynności trzeba wykonywać biegiem.
Zaraz po świętach Wielkiej Nocy, kiedy przestało lać i śnieżyć i nastała wiosenna aura, na przygotowanym jesienią kawałku rodzinnych włości posiałem owies z myślą skoszenia go, przesuszenia i powiązania w snopy na zimowe dokarmianie. Owies wzeszedł b. ładnie, a kiedy nieco odskoczył od ziemi opryskałem uprawę CPrzystrzeliwanie broni.hwastoxem, aby nie miał konkurencji pokarmowej z lebiodą, ostami, przytulią i innymi chwastami. Uprawa zapowiada się b. dobrze i myślę, że będzie z tego jakaś korzyść dla żubrów i niedźwiedzi, bo płowej i dzików u nas „jak na lekarstwo”.
Pomoc syna w przystrzeliwaniu broni musiałem jednak odrobić. W jego obwodzie łowieckim ma „swoją” ambonę, którą postawił kilka lat temu, ale stara się o niej nie zapominać. Pomogłem mu wykosić otoczenie wokół ambony, spryskać je środkiem niszczącym wszelkie zielone porosty i zakonserwować konstrukcję do wysokości ok. dwóch metrów, balkonik i drabinę. Konstrukcja z drewna tartacznego trzyma się świetnie i przy corocznej, niezbyt kosztownej konserwacji służyć będzie myśliwym przez  wiele, wiele lat.                                                                                                                                                    

poletko-paszowe-owsa oprysk-odchwaszczajacy konserwacja-ambony po-szlifie noze-macka prawie-gotowyOwies się kłosi (4 czerwca)Owies 19-06-2018

Starsze posty «