Przeglądając rocznik „Łowca Polskiego” z 2005 roku, w numerze majowym natknąłem się na opis „straszaka zapachowego”, który wspomaga działania myśliwych i rolników, mających na celu zmniejszenie szkód wyrządzanych przez zwierzynę w płodach rolnych. Nie wątpię, że urządzenie to rolę taką pełni i wierzę, że jest zdecydowanie skuteczniejsze, niż dyżury, polegające na pilnowaniu nocą upraw w wielu częściach obwodu. Urządzenie jest bardzo tanie, proste i możliwe do wykonania przez każdego członka koła, zainteresowanych rolników i wszystkich tych, którzy działać chcą na rzecz obniżenia szkód łowieckich. Autorem tego pomysłu jest kol. Józef Ostrowski z WKŁ „Trap” w Koszalinie.
Wykonanie prototypu według wspomnianego opisu zajęło mi kilka minut. „Straszak” składa się z dwóch łusek nabojów śrutowych: dwunastki i szesnastki, obciętej górnej części butelki plastikowej (tzw. „peta”) z zakrętką, kawałka syntetycznego sznurka, lub zużytej żyłki wędkarskiej i odrobiny waty. W łusce szesnastki, w dolnej jej części wiercimy lub wypalamy 3-4 otwory o średnicy 4-5 milimetrów, wkładamy doń kłębuszek waty i wsuwamy w „dwunastkę” tak, aby otwory wystawały poniżej miejsca styku dwóch łusek. Taki zestaw wkładamy w obciętą szyjkę butelki. Kryza „dwunastki” zatrzyma się na części gwintowanej szyjki, na którą nakręcamy nakrętkę z przekłutym gwoździem otworem i przewleczoną pętlą sznurka. W każdej chwili możemy wyciągnąć spod kielicha ochronnego dolną łuskę, nasączyć znajdującą się wewnątrz watę odstraszającym środkiem zapachowym i ponownie umieścić ją na swoim miejscu. Szyjka butelki chroni środek zapachowy przed wypłukaniem przez deszcz, a ruchy powietrza rozprzestrzeniają ulatniający się zapach przez dość długi okres. Tak przygotowany zestaw można rozwieszać na styku lasu i pól uprawnych wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z największymi szkodami. Co kilka dni wystarczy tylko wznawiać nasączanie waty środkiem zapachowym poprzez obchód swojego rewiru. Wszędzie tam, gdzie chronić trzeba upraw z dala od lasu, można wykonać z podręcznych materiałów stojaki, podobne do tego, jaki widzimy na zdjęciu. Dolną część szyjki butelki warto pomalować jaskrawą farbą lub nakleić taśmę samoprzylepną, co znacznie ułatwi identyfikację miejsc rozwieszenia „straszaków”. Ciekaw jestem, które koło, lub który myśliwy pierwszy sprawdzi w praktyce ten sposób rozmieszczania chemicznych środków ochrony pól przed zwierzyną.



































































