Archiwum kategorii: Ciekawostki

Wrz 10 2018

TEST na osteoporozę

Jednym z wielu sposSzerszenie "testowe"obów sprawdzenia stanu swojego układu kostnego jest test, który jest stuprocentowo pewny. Wykonuje się go przy pomocy ambony z nie zawsze lubianymi przez nas lokatorami.
Znalezienie ambony z „banią” (czyt. gniazdem) szerszeni nie powinno sprawić kolegom kłopotu, ponieważ jest to okres szczególnie intensywnego ich rozwoju. A że wybierają myśliwskie ambony w rejonach ich licznego występowania, to rzadko która pozbawiona jest żądlącego, trudnego we współżyciu współlokatora, nie tolerującego w żaden sposób obecności innych użytkowników ambony.
               TEST polega na tym, że udając ślepego wdrapujemy się na ambonę czym doprowadzamy do wściekłości szerszenie, masowo atakujące nas zewsząd. Właściwą naszą reakcją jest spontaniczna ucieczka, koniecznie przy założeniu, że się zapomniało, gdzie się znajdujemy. Wystarczy jeden krok poza drabinę i test kończy się szybko, cztery metry niżej, przy czym dźwięk (sygnał) jego zakończenia jest podobny do upadku worka kartofli z odpowiednio dużej wysokości.
Jeśli po odzyskaniu świadomości wstaniecie o własnych siłach i dojdziecie do odległego o dwa kilometry domu nie wzywając „erki” przez komórkę, toście chłopy na schwał i osteoporozy nie macie!!
Test jest niezawodny, ponieważ zupełnie dobrowolnie poddałem się niemu 9 września około południa.
Żyję i poruszam się o własnych siłach i nawet do głowy mi nie przychodzi, by potwierdzić osiągnięty wynik jakąś inną metodą.
Polecam wszystkim odważnym, bowiem jedyna rzecz bolesna, która może się Wam przytrafić to możliwy przypadek, gdy szerszeń użądli Was w twarz, a konkretnie w okolice oka. Jeśli nie pojawi się opuchlizna, to macie zaliczony drugi test na uczulenie na szerszeniowy jad. Jak widać, korzyść jest podwójna, a koszty praktyczne żadne. Można na tym również zarobić, sprzedając pomysł Ministerstwu Zdrowia Publicznego.
Chyba, że wynik będzie pozytywny. 
A jeżeli zdecydujecie się poddać testowi podczas polowania, nie zapomnijcie o rozładowaniu brońi!!!

 

   

Wrz 10 2018

MIREK – artysta i myśliwy

MIREK - okladka książkiPięć lat temu Agencja Wydawnicza AGAR uczciła 90-lecie PZŁ wydaniem książki o Mirosławie Pokorze, znakomitym rysowniku i ilustratorze wielu książek i wydawnictw, w  niewielkim nakładzie 1000 egzemplarzy, której próżno dziś szukać w księgarniach. Jej pomysłodawcą był Andrzej Arcimowicz, jego przyjaciel „od zawsze”, współpracownik i towarzysz wspólnych wypraw na polowania lub na ryby. Zaproponował on kilku przyjaciołom napisanie wspomnień o Mirosławie, z którzy również z Nim pracowali, polowali lub w inny sposób miło spędzali czas. Tak powstał zbiór pięciu wspomnień uzupełniony notką biograficzną, dającą garść wiedzy o ponad czterdziestoletnim ilustratorze „Łowca Polskiego”. Czyta się ją wspaniale, ponieważ jest to lekka, anegdotyczna w treści opowieść o myśliwym, dla którego dewizą było powiedzenie:„robota nie zając, nie ucieknie, a do lasu trzeba przecież pojechać”. Książka jest bogato ilustrowana dowcipnymi rysunkami bohatera wspomnień i zdjęciami, najczęściej dobranymi ich treści. Był niezwykle płodnym artystą, który wypracował swój rozpoznawalny styl, po którym można bez najmniejszego trudu rozpoznać autora, w zasadzie niemożliwy do naśladowania.
Jak twierdzi Andrzej Arcimowicz, pewna część nakładu powinna znajdować się jeszcze w redJedna z woelu ilustracji książki "MIREK"akcji „Braci Łowieckiej”, a możliwe jest również, że jej niewielka część jest także w Wydawnictwie AGAR.
Myślę, że powinien mieć ją każdy kolekcjoner literatury łowieckiej. To doskonała lektura na wyprawy łowieckie, ponieważ warto do niej powracać, aby uprzyjemnić sobie chwile na ambonie, myśliwskiej kwaterze lub przy lampce wina przy kominku w chłodne zimowe wieczory.
Zainteresowanym podaję adres Agencji Wydawniczej AGAR: wydawnictwo.agar@gmail.com
Znalezienie kontaktu z Redakcją „BŁ” nie sprawi Kolegom, jak myślę, żadnego kłopotu.
Życzę miłej lektury!

 

 

     

Lis 10 2017

Węgrów, 30. 10. 2017 Spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej

PoniedziaNa spotkaniu z mlodzieżąłek 30 października zarezerwowany był na spotkania z młodzieżą ze szkół węgrowskich, z którymi współpracuje Koło LOT-HAZ. Najpierw, o godz. 10.00 przybyła VI klasa Szkoły Podstawowej, która aktywnie uczestniczyła w pogawędce o zwierzętach naszych pól i lasów dopytując o wiele szczegółów dot. ich zachowań i bytowania w środowisku. Dwie godziny później odbyło się spotkanie z młodzieżą gimnazjalną. Różnica w poziomie wiedzy na temat biologii zwierząt łownych była tutaj zauważalna. To cieszy, że poznawanie środowiska przyrodniczego z jego różnorodnością i bogactwem występujących w nim gatunków młodzież czerpie z wielu źródeł, w tym również z kontaktów z myśliwymi. Były rozmowy o obrazach, malarstwie i wybranych zwierzętach utrwalonych na obrazach Zdzisława Twardowskiego. Wieczorem, o godz. 17.00 odbyło się spotkanie z dorosłą widownią, na którym przedstawiłem sylwetki i dorobek trzech wybitnych polskich malarzy przełomu XIX i XX wieków: Franciszka Zygmuntowicza, Juliana Fałata i Alfreda Wierusz-Kowalskiego, których twórczość w dużej części poświęcona była malarstwu o tematyce łowieckiej. Zdzisław Twardowski w czasie gawędy na żywo malował dwa pejzaże, które przekazał gospodyni tego spotkania, Pani dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Węgrowie.   
Pomoce „naukowe” dla spotkań z młodzieżą tj. zrzuty łosia, jelenia, daniela i spreparowane parostki rogacza udostępnił ze swoich bogatych zbiorów leśniczy Kamil Strąk z Miednika, za co mu serdecznie dziękuję.
grupa-gimnazjalna pomoce-naukowa-dla-spotkangrupa-szkoly-podstawowej

Paź 10 2017

Rok grzybowy…

Prawdziwki Grzyby w tym roku obrodziły. Dobre grzybobranie zaczęło się w zasadzie w III dekadzie sierpnia i trwa po dziś dzień. Jesienna ich obfitość  zwiastuje ponoć wczesną, długą i ostrą zimę. Wysypy wiosenne natomiast prognozują rok nieurodzaju, zgodnie z powiedzeniem, że „rok grzybowy nie chlebowy”. Jadąc przez mazowieckie lasy do Węgrowa z częścią obrazów na wystawę, wystarczyło zatrzymać się byle gdzie, a prawdziwki jakby czekały na podniesienie. Nie tylko tam zresztą. Na Podkarpaciu rydze i podciecze, czyli borowiki ceglastopore, dorodne prawdziwki, a teraz opieńki zapełniają kosze wielu zbieraczy, przyjeżdżających tutaj z wielu stron kraju. A przy okazji grzybobrania posłuchać można było odgłosów rykowiska, bo akurat jedno i drugie zbiegły się w czasie.

Wystarczyło zajrzeć do lasu...A miały być rydze...Grzyby mazowieckie

 

Wrz 24 2017

Bliskie spotkanie

NiedźwiadkiSpotkać niedźwiedzie w naszym obwodzie można częściej, niż dziki. Piszę zupełnie serio. Andrzej przyjeżdża z Krakowa kilka razy w roku, dzika nie widział kilka lat, ale za to spotkań z niedźwiedziami ma na swoim koncie kilka. Nie liczyć tropów, które spotkać można wszędzie. Ostatnio będąc, w Sakowczyku, w słoneczny dzień, w południe tuż przed jego samochód wyskoczyła niedźwiedzica, a za nią dwa małe, chyba ubiegłoroczne niedźwiadki. Matkę widać na zdjęciu po lewej stronie, przesłoniętą wysokimi trawami, a małe, niczego się nie obawiając podążyły za nią bez zbytniego pośpiechu. Gdyby szedł, a nie jechał samochodem, to bliskie spotkanie mogłoby się zakończyć tragicznie. Przewiduję, że za dwa, trzy lata idąc na polowanie trzeba się będzie ostrzeliwać, bo do ambony nie dojdziemy, nie mówiąc już o podchodzie, którą to metodę polowania preferuje wielu myśliwych.
Odstrzał redukcyjny niedźwiedzi jest już w tej chwili koniecznością, ale kto odważy się podjąć w tej sprawie decyzję? Sprawa jest rzeczywiście trudna, ale zdecydowanie pilna do rozpatrzenia. 

Cze 18 2017

Nóż – Twój pomocnik w łowisku

1. Szlifierka-taśmowaNóż myśliwski – to oprócz broni najważniejszy element wyposażenia myśliwego, bez którego nie ma sensu udawać się do łowiska. W sklepach myśliwskich jest spory wybór noży uniwersalnych i przeznaczonych do sprawiania tuszy, o oryginalnych wzorach, dobre i kiepskie, tanie i drogie. Kupno noża zawsze jest połączone z pewnym ryzykiem, bo nie wiadomo, jak trzymać będzie ostrość po naostrzeniu, czy nie pokryje się rdzą, albo rozsypie mu się rękojeść. 
Myślę, że każdy myśliwy powinien spróbować wykonać na własne potrzeby nóż, o którym wiadomo będzie niemal wszystko. Aby to, co chcemy osiągnąć miało dobre walory użytkowe i wyglądało „jako tako”, trzeba zdobyć trochę wiedzy o gatunkach stali, kupić parę narzędzi i wykonać maszynę, zwaną szlifierkę taśmową, bez której owszem, nóż można wyprodukować, ale namordujemy się przy tym mocno, lecz efektów użytkowych i estetycznych  możemy nie osiągnąć. Dobrym, dostępnym powszechnie materiałem na noże jest stara, wysłużona piła tarczowa, z której wycinamy odrysowany z szablonu kształt klingi, a potem żmudnym, wymagającym koncentracji procesem szlifowania przeprowadzamy obróbkę na szlifierce. Hartowanie to czynność, którą lepiej powierzyć specjaliście, bo potrzebna jest do tego spora wiedza i termometr do pomiaru wysokich temperatur, prawidłowe „12. Niezly efekt koncowyodpuszczenie”, czyli likwidacja naprężeń po hartowaniu. Jeśli uda się nam pozyskać taką surówkę po zahartowaniu przystępujemy do ostatecznej obróbki, czyli wykonania rękojeści, złożonej niekiedy z kilkunastu elementów, jej sklejenia i połączenia z klingą za pomocą nitów. Obróbka szlifierska rękojeści to żmudny i pracochłonny proces, w którym łatwo zepsuć wszystko to, co dotychczas udało się nam osiągnąć. Konserwację rękojeści, wykonanej z afrykańskiego palisandru wykonałem olejem lnianym, po którym rękojeść nabrała odpowiedniego, naturalnego koloru. Osiągnąłem zamierzony efekt, ponieważ nóż jest i ładny i dobry. Twardość klingi wynosi 60 HRC, dobrze się ostrzy i trzyma ostrość przez długi czas.
Cały proces wykonania mojego pierwszego noża, a więc to, o czym napisałem i nie napisałem, bo nie czuję się specjalistą od ślusarstwa i technologii materiałowej ilustrują dołączone zdjęcia.
Mnie się podoba. A Wam?
2. Surówka noża3. Projekt rękojeści4. Po-szlifie surówki

5. Z materialem na rekojeść7. Po wstępnej obróbce rękojeści8. Gotowy do konserwacji
9. Po konserwacji10. Dobry nóż roboczy11. Rękojeść z przekładkami
                                                        12. Niezły efekt końcowy

         

Sie 15 2016

Bezmiechowa – zobacz to miejsce

Bezmiechowa. Widok na BieszczadyBezmiechowa to mała, ale jakże urokliwa miejscowość w pobliżu Leska, słynna przede wszystkim z tego, że od czasów przedwojennych funkcjonuje tu szybowisko górskie, będące własnością dwóch wyższych uczelni: Politechniki Rzeszowskjej i Politechniki Warszawskiej, kształcących doskonałych specjalistów przemysłu lotniczego dla potrzeb rodzimej „Doliny Lotniczej” i wielu biur konstrukcyjnych o światowej renomie. To z tego lotniska 18 maja 1938 roku startując na szybowcu PWS – 101pilot Tadeusz Góra dokonał przelotu o długości ponad 500 kilometrów do Sołneczników na Litwie, za co został, jako pierwszy odznaczony świeżo ustanowionym Medalem Lilienthala. Historię tego lotniska zawarto w dawno wydanej książce „Bieszczadzkie szybowiska” i w pięknym wydaniu współczesnej publikacji „Szybowce nad Bieszczadami”.
Warto poświęcić dwie godziny, aby nieznacznie zbaczając z trasy do Rajskiego, Terki czy BukowcBudynek głównya, skręcić przed Leskiem (przed „Biedronką”) w lewo (na Załuż), a następnie w Łukawicy w prawo i dojechać na jeden z grzbietów pasma Gór Słonnych, na którym mieści się urokliwe centrum lotniczego szkolenia praktycznego studentów Wydziałów Lotniczych, gdzie przy dobrej pogodzie trwają od rana do wieczora loty szybowców, wyciąganych na odpowiedni pułap za pomocą wyciągarki, produkowanej w nieodległych Ropczycach na Podkarpaciu. Widok na Bieszczady stąd znakomity, a wrażenia z obserwacji śmiałków, startujących w wydawałoby się nienormalny sposób są nie do opisania.  Wszystkim kolegom, udającym się na polowania w Bieszczady polecam to miejsce, bo jest to jedno z ostatnich w Polsce, a – być może – ostatnie, tak pięknie zadbane i tak życzliwie traktujące odwiedzających.
Przed hangaremW hangarzePrzed lotem
W PuchaczuWyciągarka szybowcowa

Lut 27 2016

Ludzie z pasją

Z szacunkiem oPrzed startemdnoszę się do ludzi z pasją i niezłomnych. Te dwie cechy łączy w sobie kol. Wojtek Kasprzycki, członek mojego Koła, który oprócz łowiectwa uprawia to, czego mu naprawdę zazdroszczę. Jest paralotniarzem i lata na „szmacie”, jak mówią zazdrośnicy. Jest to specjalna konstrukcja spadochronu, który po rozwinięciu (postawieniu), pchany śmigłem wznosi się, a nie opada jak zwykły spadochron, wytwarzając siłę nośną, pozwalającą na osiąganie niezłych pułapów i pokonywanie sporych odległości. Ma dobry sprzęt, nienagannie utrzymany i w wolnych chwilach, czy to lato, czy zima lustruje okolice Opatowa, gdzie mieszka. W pobliżu jego prywatnego pola wzlotów i lądowiska zadomowiła się liszka, która tak przyzwyczaiła się do towarzystwa Wojtka, że kibicuje mu podczas przygotowań do startu, a bywało, że widownię tworzyła cała lisia rodzinka.

Zdarzyło się kiedyś, że znalazł Wojtek myszołowa ze zdruzgotanym skrzydłem. Zabrał go do siebie, unieruchomił złamanie  i stworzył możliwie dobre warunki dla rekonwalescencji. Ale prześwietlenie wykazało, że sprawa jest skomplikowana i potrzebna jest szybka interwencja chirurga. Kości złożono, usztywniono wciśniętym drutem i na tyle to wszystko pomogło, że się zrosły. Rana się wygoiła, ale ptak pozostał nielotem. Żałuje, że oddał go później do ochronki dla koCzęsty kibic na polu startówntuzjowanych ptaków, gdzie niby ma dobrze, ale u niego miałby lepiej. To dumny łowca. Nigdy nie prosił o żer. Podany kawałek kurczaka obserwował z daleka, a potem z doskoku, podfruwając chwytał zdobycz jak na swobodzie i pożerał w skupieniu w zacisznym miejscu swojej woliery. Dziwne to trochę, bo lata ten, któremu ewolucja nie dała skrzydeł, a uziemiony został ptak, władca przestworzy, niemogący wykorzystać tego, do czego stworzyła go natura.
O niezłomności Wojtka, wykazanej w czasie jego kilkuletnich zmagań w dochodzeniu sprawiedliwości w sprawie, która na kilka lat wyeliminowała go z życia Koła, napiszę zapewne w innym wpisie, bo rysuje się ku temu stosowniejsza okazja.
Pozdrawiając Wojtka zachęcam wszystkich, którzy mają podobne pasje do e-mailowego kontaktu poprzez pocztę:
wojkasp07@wp.pl
W pełnej "zbroi" przed startemW górze, jak kiedyś myszołów - nieszczęsnikA kibic - jak kierownik lotów - na posterunku

Dwaj łowcyTo ptak piękny i dumnyPo "schwytaniu" zdobyczy

Lis 29 2014

Kolekcjonerskie rarytasy

Działający od 2009Andrzej Budzicki (zdjęcie A.B.) roku w Królewskim Wolnym Mieście Sanoku – bo taką nazwę miasta zapisano w akcie lokacyjnym z XIV wieku – mincerz, Andrzej Budzicki, wrocławianin z urodzenia, ale od wczesnego dzieciństwa mieszkający w Sanoku niestrudzenie zaskakuje nas opracowywanymi i bitymi przez siebie numizmatami. Współdziała z miejscowym Muzeum Budownictwa Ludowego, w którym zaczął wybijać ręcznie kwartniki skansenowskie, chętnie nabywane przez licznych w sezonie turystów. Potem zrodził się pomysł projektowania i bicia własnych monet i medali okolicznościowych, mających charakter kolekcjonerski. Promują one Sanok i region bieszczadzki, bowiem w swojej treści nawiązują do miejscowych tradycji, nazewnictwa i historii. Wydał dotychczas około stu różnych numizmatów, z których duża część zaspokaja potrzeby różnorakich firm i instytucji z okazji jubileuszy, rocznic, świąt i lokalnych wydarzeń.
W ostatnich dwóch latach wydał kilka pozycji, które dotyczą fauny i flory Bieszczad, w szczególności wielkich ssaków łownych, będących pod ochroną gatunkową: niedźwiedzia brunatnego, rysia, wilka i żubra. Kolekcję tę uzupełnia żmija zygzakowata i łowna kiedyś wiewiórka. Wszystkie z wymienionych numizmatów mają po kilka wersji; bite są w mosiądzu, mosiądzu patynowanym, różnią się rewersem i są monetami lub medalami. Dowcipne nazwy nominałów nawiązują do bieszczadzkich, trudnych niekiedy charakterów (zakapior – ulubiona nazwa jednostki monetarnej mincerza), treści rysunku na awersie (50 żubrów) i tworzą ciekawe, z humorem potraktowane okoliczności towarzyszące wydaniu określonych pozycji.
Najnowszym opracowaniem Andrzeja Budzickiego, przewidzianym do emisji na początku przyszłego roku jest patron myśliwych  święty Hubert, bity w trzech wersjach: jako moneta o nominale 1 talara sanockiego (mosiądz, z herbem Sanoka i reliefem fragmentu Sanockiego Rynku na rewersie oraz identyczna moneta bita w mosiądzu patynowanym) i medal z herbem sanockiego mincerza na rewersie, bity w mosiądzu patynowanym.
Jako ciekawostkę do tej pozycji dodać należy, że pierwowzorem postaci św. Huberta jest rzeźba z miejscowości Potok, będąca przysiółkiem Rakszawy koło Łańcuta. Tam, przed budynkiem modrzewiowego dworu Gozdowiczów była ustawiona XIX-wieczna cynowa figura św. Huberta autorstwa nieznanego artysty, którą w 1962 roku, ze względu na postępujące zniszczenia przeniesiono do parku łańcuckiego zamku. Stempel awersu wykonano na podstawie przedwojennej fotografii rzeźby ze wszystkimi szczegółami i detalami, których część nie dotrwała do czasów dzisiejszych. Figura jest znacznie uszkodzona i wymaga zabiegów konserwatorskich.
Wszystkich kolekcjonerów odsyłam na stronę internetową sanockiego mincerza www.mincerz.com.pl  na której zamieszczony jest m.in. katalog wydanych dotychczas numizmatów z dokładną charakterystŚw. Hubert z Potoku (zdj. archiw.)yką każdego z nich. Na stronie tej zainteresowani znajdą również dane kontaktowe, niezbędne w przypadku składania konkretnego zamówienia określonych pozycji. Niektóre numizmaty, kojarzące się z łowiectwem dostępne są już tylko w obrocie wtórnym, na aukcjach internetowych lub poprzez wymianę kolekcjonerską.
Na zdjęciach przedstawiono talary św. Huberta w dwóch wersjach oraz wersję medalową, a także sześć numizmatów z chronionymi ssakami łownymi, przy czym żubr przedstawiony jest w dwóch wersjach. Pokazano zarówno ich awersy jak i rewersy pomimo tego, że niektóre z nich są powtarzane na kilku oddzielnych egzemplarzach. Kolekcję uzupełnia bieszczadzka wiewiórka, która chroniona w Polsce jest w wielu krajach nadal zwierzęciem łownym.
Hubert oksydowany (awers)Hubert mosiądz polerowany (awers)Hubert mosiądz (rewers)Hubert oksydowany, medal (rewers)Ssaki łowne (awers)Ssaki łowne (rewers)Wilki i wiewiórka mosiądz, oksyd (awers)wilki i wiewiórka (rewers)Dworek Gozdowiczów w Potoku

Wrz 14 2014

XVI Rykowisko Galicyjskie

Dawno już prKol. Wiesław Górski - przewodniczący konkursu wyceny trofeówzebrzmiały echa rogów myśliwskich XVI Rykowiska Galicyjskiego, rokrocznie organizowanego w Zagórzu k. Sanoka przez miejscowy Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Sportu przy wsparciu Krośnieńskiej Okręgowej Rady Łowieckiej i Zarządu Okręgowego PZŁ oraz Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. Głównym animatorem i twórcą programu każdej imprezy jest niestrudzony Juliusz Pałasiewicz – prezes zagórskiego Koła Łowieckiego „Świstak” i jednocześnie pracownik wspomnianego Ośrodka Kultury i Sportu. Do żelaznego programu „Rykowiska…” należą stałe konkursy, wśród których najważniejszym są „Otwarte mistrzostwa Galicji w naśladowaniu głosu jelenia”. Oprócz tego chętni sprawdzają się w strzelaniu z broni pneumatycznej, oceniają wiek jeleni na podstawie uzębienia, trąbią na sygnałówkach i rogach myśliwskich, prezentują swoje psy myśliwskie, nalewki według własnych receptur i zachwalają swój myśliwski bigos.
Zabawa ma odpowiednią oprawę muzyczną, a wszystko odbywa się w wesołej, nieskrępowanej atmosferze pod skoczniami w zagórskim Zakuciu. Tegoroczne, XVI już  „Rykowisko Galicyjskie” odbyło się 31 sierpnia, a historię tej imprezy będzie można poznać z książki i filmu, których promocja odbędzie się 18 października w budynku MGOKiS w Zagórzu.
Autorem prezentowanych zdjęć jest Kol. Adam Jakubowicz, któremu dziękuję za ich udostępnienie.
Najmłodsi zwycięzcy konkursu strzeleckiegoRodzimy folklor na scenieLaureaci konkursu wyceny trofeów

Starsze posty «