«

»

Maj 17 2014

Po Walnym – gromy i błyskawice

Mój wpis, zamieszczony miesiąc temu jako refleksja po naszym Walnym wywołał burzę z gromami, której owocem  jest korespondencja mailowa o objętości równej gazetowej kolumnie formatu dawnej Trybuny Ludu. Zaczęło się od nacisków, abym zamieszczony przeze mnie tekst „Już po Walnym” podmienił innym, lub zdjął go ze swojej strony. Odbyło się to metodą stosowaną w „starych dobrych czasach”, nie bezpośrednio, lecz poprzez mojego, od dziesięcioleci dobrego kolegę. Chociaż z obydwoma adwersarzami byłem „na ty”, wyrzekli się nie tylko koleżeńskich związków organizacyjnych ze mną, lecz przeszli na formę „pan”, co – wyłączając groteskowość sytuacji – trochę mnie rozśmieszyło, bo nie spodziewałem się takiego akurat odprysku, spowodowanego moim felietonem. Mądra sentencja zawarta w Sonecie XLIX Wiliama Shakespeare’a:
                         „I chociaż wad widzę w Tobie wiele,
Zabij mnie w złości, l
ecz bądź przyjacielem”
wyblakła na tyle, że stała się przez wielu zupełnie zapomniana. Ale – czy koniecznie musimy czytać klasyków dramatu?
Korespondencja ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie umiemy przegrywać, a już na pewno nie potrafimy przyznać się do swoich błędów. Aby usatysfakcjonować jednego z moich adwersarzy zawiesiłem mój tekst na czas trwania wymiany e-maili i poddałem go szczegółowej analizie. Wniosłem kilka drobnych, redakcyjnych poprawek nie zmieniając nic w merytorycznej treści wpisu. Dziś go odblokowałem, będąc w pełni przekonanym, że nie naruszyłem niczyich dóbr osobistych, a moja ocena tego, co wydarzyło się na Walnym i dlaczego tak się stało, dzięki temu, że nie „kopałem leżącego” mieści się w kanonach publicznej, dopuszczalnej w naszym związku krytyki. Rozumiem, że nie wszystkim musi się to podobać. Bo takie mamy wnętrze, że różnimy się w poglądach i  działaniach, a różnice te, właściwie interpretowane i oceniane są najczęściej motorem postępu, gdzie lepsze jest wrogiem dobrego. I z taką sytuacją, mam nadzieję, mamy po naszym Walnym.
Zarzut, że kalam własne gniazdo puszczając w świat złą opinię o kole jest nietrafiony, bo mój wpływ na opinię o tym, jakim jest nasze koło, jest praktycznie zerowy. Ale, jeśli oficjalne pismo, podpisane przez sekretarza koła(?) i zawierające ocenę nas, bieszczadzkich myśliwych jako leni i wygodnisiów trafia do ZO w Krośnie, to nie ja, a ktoś inny opinię o kole kształtuje. Czy wobec tego, że nikt nie przyznaje się do autorstwa tego pisma muszę cytować jego fragment i ujawniać autora tych słów? Jeśli zapytacie w Urzędzie Miasta w Brzesku o opinię na temat koła, to czy jesteście pewni, że odpowiedzą Wam, że opinię tę kształtuje moja strona internetowa? Zapewne nikt o niej tam nie słyszał. A to, że trafi na nią kominiarz, ekonomista, myśliwy z Kołobrzegu czy lekarz na nudnym dyżurze w Pogotowiu Ratunkowym ma taki wpływ na opinię o Kole „Basior”, jak ulewy w Pomorskiem na poziom wód Wisły pod Wawelem. Co najwyżej, ktoś porówna swoje koło do naszego i powie: „nie ma sytuacji idealnych, a u nas jest podobnie, albo jeszcze gorzej”.
Jeśli to, że mamy zaniedbania w gospodarce łowieckiej kilkakrotnie „donosiłem” poprzez sprawozdania z narad w Nadleśnictwie Ustrzyki do zarządów skrupiło się tym, że jedna z kontroli bezlitośnie uwidoczniła te braki i zagroziła w oficjalnym protokóle pokontrolnym cofnięciem umowy dzierżawnej uważacie Koledzy adwersarze kształtowaniem opinii o kole przeze mnie, to gratuluje Wam humoru i dobrego samopoczucia. Rzadkie oblicze demokracji
Ale dość przykładów, których przytaczanie do niczego nie doprowadzi. Tak, jak niczego się nie wytłumaczy „krowie na rowie”, tak „ciężko jest z kretem rozmawiać o tęczy”. Mnie jest w zasadzie wszystko jedno; biorę na siebie rolę krowy i kreta, aby nikt nie oskarżył mnie o naruszenie dóbr osobistych. A opinię o mnie, jako sprytnego lenia, bazującego na tym, że zasłaniam się wiekiem wyrażoną przez „byłego” puszczam mimo uszu, bo to też jest dowód na to, że nie wie, kto, co i w jakim czasie w kole dotychczas wykonał.
Swoje komentarze do obydwu wpisów można wnosić bezpośrednio na stronę, o co proszę odwiedzających moje Wilcze Echa.

1 komentarz

  1. Wiesiek

    Hej,
    Mam nadzieję, że ten etap mamy już zamknięty i wyjdziemy z tego – jako koło – silniejsi i mądrzejsi:)…
    A że opór „materii żywej” był na Twoją krytykę taki – jaki był – powinieneś się tego spodziewać i myślę, że tak było:(
    i jeszcze kilka uwag natury ogólnej:
    1. Koło to nie tylko obwód bieszczadzki…postaraj się więc zmotywować siebie i innych do bywania także i w okolicach Brzeska…szukając ciekawego rogacza – na pewno będziesz miał gdzie się przespać i spotkać z innymi kolegami, na pewno bedziesz miał PEŁNĄ DOSTĘPNOŚĆ łowiska, bo nikt nie blokuje „swoich” sektorów, przyjadą miejscowi i na pewno coś Ci podpowiedzą, itd… czy widzisz RÓŻNICE? W Brzesku jestem pewien, ze NIKT Ci nie postawi zarzutu, że strzeliłeś na „jego” nęcisku…łanię 12 stycznia (osobiście miałem taką sytuację)..
    Nie piszę tego absolutnie, żeby pogłębiać podziały w kole – tylko pokazać Ci wybrane problemy „środowiska bieszczadzkiego” oraz zainspirować Cię, jako światłego członka koła, do podjęcia żmudnego procesu INTEGRACJI nas…pokaż jak to robić…daj przykład…
    3.Edward – dlaczego my tego wszystkiego, o czym piszesz – nie słyszymy wcale – lub prawie wcale – NA WALNYM? Chyba że bywamy na dwóch różnych WZ:(…
    Do zobaczenia w łowisku…Darz Bór

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *